Niewiele pozostało na świecie miejsc prawdziwie dzikich. Takich, w których ta pierwotna dzikość tkwi nie tylko w nieskażonej przyrodzie, ale też głęboko w sercach mieszkańców. Borneo mnie urzekło, zaczarowało i weszło głęboko pod skórę. Dosłownie.

Mulu

Mulu - dżungla

Trafiłam tu szukając prawdziwej dżungli i dzikiego Borneo. Nie zawiodłam sie. Już od lądowania, kiedy do ostatniej chwili usiłowałam wypatrzyć pas lotniska wśród traw, a stado białych czapli zerwało się do lotu. Nasz mały samolot, mieszczący zaledwie kilku pasażerów zatrzymał sie przy niewielkim budynku. Aby wysiąść muszę najpierw pomóc wypakować kraty coca coli i browarów, które przyleciały tu razem z pasażerami.

Wyobrażacie sobie lotnisko, na którym pracuje mniej niż 10 osób, wliczając to pana z kawiarni przed wejściem oraz pana ze sklepu z pamiątkami w środku? Witamy w Mulu.

Ktoś z pasażerów, czekając na wbicie pieczątki do paszportu pyta nieśmiało „duty free?”. Wszyscy dookoła wybuchają śmiechem.

Mulu - dżungla

Hostel to spory budynek, stojący jak wszystkie tutaj – na wysokich palach. Większość łóżek jest niemal pusta, dlatego wybieram jedno i zostawiam na nim swoje rzeczy. Jestem zmęczona, po dwóch nieprzespanych nocach i długiej, pełnej emocji podroży, ale nie na tyle, by zrezygnować z nocnego spaceru.

Dżungla nocą przytłacza.

Ciemność jest gęsta i oleista, rozpraszana wyłącznie bladym światłem latarek. Czarna ściana dżungli zdaje się pochylać i przygniatać ludzi, którzy do tak nieprzystępnego świata zapuścili się o złej porze. O ile w dzień jest tu całkiem widno i spacer należy do przyjemności, o tyle nocą dżungla ukazuje zupełnie inne oblicze. To inny świat animistycznych bóstw przybierających postaci zwierząt, łowców głów i myśliwych, którzy bezszelestnie poruszali się w gęstwinach. Wszędzie, gdzie padnie promień światła pojawia się życie. Można obserwować różnej wielkości owady, skorpiony, które w świetle ultrafioletowym świecą własnym światłem, ale też i większe zwierzęta. Wrażenie robią jaszczury i węże, niejednokrotnie jadowite, oplatające gałęzie drzew. W popłochu umyka jeżozwierz, szeleszcząc kolcami. Zaskakuje mnie jak bardzo głośne potrafią być wszystkie zwierzęta, od małych żab wydających dźwięki przypominające szczekanie, po rozmaite grające owady. Muzyka nocy jest hipnotyzująca i nieprzyjemna – ogłusza i przytłacza. Wszystko tu aż woła: Nie należysz do naszego świata!

Mulu - most linowy

Następnego dnia rano wstaję i żeby pozbyć się nocnych wrażeń idę na spacer po powieszonych w koronach drzew mostach linowych. U góry życie wygląda zupełnie inaczej. Jest ciszej, powietrze jest mniej duszące i nie pachnie tak intensywnie. Wśród wysokich drzew wypatruję małp, które spędzają większosć czasu bawiąc się i jedząc owoce. Na gałęziach dostrzegam też kilka węży.

 

Wieczory spędzałam w jednej w okolicy kawiarence, w której teoretycznie istniało wifi. W praktyce zamiast wifi znacznie były nietoperze i jerzyki, czarne cienie śmigające wśród sufitowych lamp, a na umywalkach w łazience wylegiwały się ogromne jaszczurki. Zamawiałam tam kolacje, obowiązkowo z puszka coli lub lokalnym piwem i przyglądałam się świetlikom, złotym punktom na tle czarnej dżungli. To miejsce potrafi skraść serce!

Mulu - dżungla

Dżungla

Pozłacana w promieniach zachodzącego słońca i srebrzysta od mgły o świcie. Zmieniająca się jak w kalejdoskopie i zaczarowana. 

Nigdy wcześniej nie widziałam tak wielkich, potężnych drzew, tylu odcieni zieleni i brązów, tak gęstego zielonego dachu zamykającego się nad głową i kompletnie zasłaniającego niebo. Dość szybko przekonałam sie, ze ciężko jest fotografować dżunglę. To zielona ściana, która wydaje sie trudna do przebycia i zaczyna naprawdę zachwycać, kiedy poświęcimy uwagę szczegółom. Spędzanie długich godzin na spacerach (a dziennie robiłam miedzy 15, a 20 kilometrów) było doskonałą okazja do zabawy z aparatem, szczególnie przy macro.

Mulu - dżungla

Szczegóły, które dostrzegałam zaczynały mnie coraz bardziej zachwycać. Drobne owady, patyczaki, pająki, gasiennice i żuki. Nie brakowało innych zwierząt, od węży (a miałam szczęście na porannym spacerze natknąć sie na wielkiego pytona!) po liczne, barwne ptaki, małpy (głównie makaki).

Innymi mieszkańcami tego miejsca były rozmaite wiewiórki, w tym endemiczny gatunek maleńkiej wiewiórki pigmejskiej. Na Borneo góry porośnięte sa dżunglą, gęstym i trudnym do przebycia lasem, który pnie się ku życiodajnemu słońcu po stromych, wapiennych skalach. Potrzeba wprawy, żeby zacząć dostrzegać szczegóły, ale przychodziła ona wraz z długimi godzinami spędzonymi w terenie. Gęstwinę przecinają rzeki, a wśród pozostałych dźwięków słychać tu czasem szum wodospadu.

Mulu - wodospad

Jaskinie

Przyznam, ze nie planowałam tak intensywnego zwiedzania tutejszych jaskiń. Nieśmiało zamierzałam wybrać sie na jedna wycieczkę, opisaną jako doskonała trasa dla początkujących i nie marzyłam nawet, ze znajdę sie na 7 godzinnym trawersie, łączącym dwie jaskinie – Wiatrów i Clearwater. A jednak.

Jaskinie w Mulu sa znane na całym świecie, uchodzą za jedne z najpiękniejszych i największych znanych ludziom. Tu znajduje sie Komnata Sarawak, największa komnata jaskiniowa na świecie, a do niedawna tez korytarz w Jaskini Jeleni, zdetronizowany przez odkryta kilka lat temu w Wietnamie większą grotę. Na terenie parku narodowego w Mulu odkryto do tej pory ponad 100 jaskiń (tylko niektóre z nich udostępniono zwiedzającym).

Mulu - jaskinia

System Clearwater jest jednym z największych na świecie. W tej chwili odkryto 240 km, a za mojej obecności do Mulu przyjechała spora grupa brytyjskich grotołazów, którzy zamierzają badać dalej korytarze i szukać połączenia miedzy systemem Clearwater, a wieloma innymi znajdującymi się w pobliżu jaskiniami.

Jeśli interesują Was te niezwykłe kryjące się w ciemnościach skarby to zapraszam do przeczytania artykułu "Podróż do wnętrza Ziemi", w którym opisuję moje przygody i wielogodzinne trawersy po jaskiniach Mulu.

W kryjącym sie pod powierzchnią ziemi świecie zaskakiwało bogactwo życia. Od nietoperzy (na Borneo żyje ponad mniej więcej 50 gatunków tych łatających ssaków) i jerzykow (budujących słynne gniazda, ogromne cenione na chińskim rynku jako składnik zupy z ptasich gniazd) po mniejsze zwierzęta, takie jak świerszcze (dwa gatunki, jeden drobny, a drugi naprawdę duży), naprawdę wielkie pająki (wielkości dłoni – nie przesadzam!) i długonogie skolopendry, które wyglądają jakby uciekły z najgorszego koszmaru.

Pisząc o jaskiniach w Mulu nie sposób jest nie napisać choć kilku słów o pracujących w parku przewodnikach, którzy zabierają chętnych do niezwykłego, podziemnego świata. Zdecydowana większość z nich to byli zbieracze ptasich gniazd, niewiarygodnie wręcz sprawni i zręczni. Miałam przyjemność poznać trzech, wesołego i żartującego przy każdej okazji Mcleana, z którym zwiedzałam Lagang, po Eugene z plemienia Orangu, który w jaskini Stone Horse zaskoczył mnie mówiąc, niemalże bez akcentu „nietoperz!” i opowiadając o grupie polskich grotołazów, z którymi tu pracował i starszego, bardzo spokojnego Lawai, z którym przebyłam trawers Clearwater.

Z Eugene rozmawiałam najdłużej, ponieważ najlepiej ze wszstkich radził sobie z językiem angelskim i był dodatkowo wygadany i towarzyski. Malezja jest krajem muzułmańskim, co widać doskonale chociażby po odzianych w chusty kobietach pracujących na lotnisku. Tymczasem w Mulu tożsamość religijna mieszkańców była dla mnie zagadką. Nie dostrzegałam tutaj chust ani złotych krzyżyków, nie było buddyjskich ani żadnych innych świątyń. Zaintrygowana zapytałam mojego jaskiniowego herosa o dominującą religię w Mulu.Mulu - dżungla
Spojrzał na mnie wielkimi, ciemnymi oczami i bez uśmiechu odpowiedział "Zjedliśmy wszystkich misjonarzy". Dzięki temu ta część wyspy pozostaje cały czas animistyczno – pogańska. Zresztą, nie tylko w odciętych od świata wioskach w dżungli przetrwały wierzenia przodków, ale o tym przeczytacie w kolejnej części relacji z Borneo " Szukając łowców głów"!

Przejdź do kolejnego odcinka:

http://www.wagabundzi.pl/jaskinie-borneo-podroz-do-wnetrza-ziemi/

Podoba Ci ten artykuł? Podziel się nim z innymi !