Tajlandia jest moim drugim domem. Podróżniczą ojczyzną, ziemią obiecaną wspaniałej przyrody, cudownych ludzi i fantastycznej kuchni. Ale przede wszystkim – nurkowym rajem! Przez dwa lata pracowałam na łodziach, które woziły nurkowych turystów na Similany. Zrobiłam tam w sumie ponad 1000 nurkowań. I ani przez chwilę nie miałam dość!

Jeśli chcecie zanurkować w Tajlandii to tylko Similany!

Similany

Zacznijmy od początku – nazwa wysp pochodzi z języka malajskiego i oznacza dosłownie "Dziewięć Wysp". Dokładnie tyle ich jest – dziewięć granitowych, porośniętych dżungla, bezludnych wysp połozonych na Morzu Andamańskim.

Similany - plaża

Pierwsze trzy zamknięte są dla turystów. Dlaczego? Tajska specjalność – trochę sensu, trochę egzotyki i trochę tajemnicy! Czyli na jednej znajduje się rezerwat żółwi, druga należy do księżniczki, natomiast zagadką pozostaje niedostępność trzeciej… Na wyspie czwartej i ósmej możemy zejść na ląd, cieszyć się miękkim, drobnym jak mąka i równie białym piaskiem, zieloną dżunglą i pięknymi punktami widokowymi. Pozostałe są niedostępne, głazowiska porośnięte przez bujną dżunglę, zamieszkane przez liczne ptaki, nietoperze, jaszczurki inne, dzikie zwierzęta. Piekny widoki, ale co nas czeka pod wodą?

Similany - przepływy

Nurkowiska znane są z ogromnych, granitowych głazów, przepływów przypominających nieco kawerny i silnych, bardzo zmiennych prądów, w tym będącego zmorą przewodników "zielonego potwora" (zimny, zielony i złośliwy!). W wielu miejscach znajdziemy stałych rezydentów (niektórzy są z nami od kilku sezonów!), których lubimy odwiedzać i przybić symboliczną piątkę. Lubimy nadawać im imiona, więc dorobiliśmy sie już ogromniej barakudy Barryego i olbrzymiej mureny Marty. 

Do moich ulubionych miejsc należą między innymi:

Elephant Head Rock, wystająca z wody ogromna skała wielkości sporego budynku, która w porannym świetle robi się złota. Pod wodą porastają ją delikatne, czerwone koralowce, a leżące wokół głazy tworzą prawdziwy labirynt przepływów. W głębszych, piaszczystych rejonach łatwo jest trafić na rekiny biało i czarnopłetwe i duże płaszczki. 

Similany - rafa koralowa

West of Eden, połączenie porośniętych miękkimi koralowcami raf i wielkich głazów tworzy dom dla wielu wyjątkowych stworzeń, które tutaj odwiedzany. Od paru lat mieszka tu z nami ogromna, wypasiona spearing mantis shrimp, przyczajona w swoim domu na początku jednego z kanałów. Jest wielkości hod doga, więc z ogromnym szacunkiem wskazujemy ją ręką i radzimy nurkom, żeby nie przysuwali swoich GoPro zbyt blisko. 

Similany - krewetka

Tak, ta mała potrafi roztrzaskać obudowę!

Jeśli nie ma jej w domu i z otworu nie wystają patrzące w wiele stron jednocześnie oczy na szypułkach, wystarczy delikatnie zapukać. Zawsze przybiega! Innym, oryginalnym mieszkańcem tego miejsca jest ogromny, różowy frogfish (of looove), przyczajony na jednym z płaskich głazów i dzielący się przestrzenią z trzema murenami. Frogfish przypomina niego truskawkową galaretkę rozlaną na ścianie, z wystającą z jednej strony koślawą płetwą. Słodkie? Mało powiedziane!

Similany - rafa koralowa

Christmas Point to moje ulubione miejsce z wielkimi głazami, przepływami, w których bąble powietrza na suficie tworzą ogromne lustra i stałym rezydentem Barrym, barakudą na sterydach. Barry, o dość paskudnej mordzie i zębach wielkości moich palców, pomieszkuje sobie w jednym z przepływów, zerkając złowieszczo na ciekawskich nurków (nikt się nie zbliża, żeby nie prowokować zwierzaka, który wygląda jakby śmiało mógł zjadać mniejsze rekiny na śniadanie) i obserwując okolicę. 

Nie udało nam się ustalić czym Barry się żywi, że osiągnął tak imponujące rozmiary, podejrzewamy mieszankę radioaktywnych substancji i sterydy, na których skromna iguana zmieniłaby się w Godzillę. Trafiamy tu często na rekiny (które po spotkaniu z naszym zębatym pieszczochem jakoś nie robią wrażenia), trewale, tuńczyki a w przypływie szczęścia, na bumphead parrotfish,rzadki gatunek ryby papuziej.

Similany - rafa koralowa

Turtle Rock czyli park rozrywki dla wszystkich, których pociąga nurkowanie jaskiniowe – przepływy!. Jeden z moich nurków powiedział nawet, że tak dobrze nie bawił się nawet w meksykańskich cenotach!. Nurkując tutaj nie przekraczam zwykle 9 metrów, większość czasu spędzając między 6, a 2,5 metrach. Stałą mieszkanką jednej z ciemnych komnat jest największa murena, która udało mi się spotkać, Marta. Przesiaduje w pobliżu skrzyni (chyba pustej, strach się zbliżyć żeby zajrzeć), której strzeże jak smok skarbu. Podobne, tylko, że większe i głębsze kawerny znajdziemy na Eagle`s Head Rock. Komnaty tworzone przez opierające się o siebie głazy bywają tu wielkości kościoła, a wpadające przez otwory światło sprawia, że miejsce wygląda zjawiskowo. Nie mówiąc o tym, że nietrudno spotkać tu wielkiego, starego żółwia, który jeden z przepływów upodobał sobie wyjątkowo.

Similany - żółw

Oczywiście to tylko niektóre z licznych miejsc, do których warto zawitać, a nazwy takie jak Shark Fin Reef, Boulder City. North Point czy Deep Six sprawiają, że nam, przewodnikom, chce się żyć i nurkować. Nietrudno tam o spotkanie z rekinami, wielkimi płaszczkami i wyjątkowymi stworzeniami ze świata macro, szczególnie cenionego przez podwodnych fotografów. Rajem dla fanów wyszukiwania ukrytych rzadkich i niewielkich zwierzątek jest jednak słynna, uznana za jedno z 10 najlepszych miejsc nurkowych pod względem bioróżnorodności skała Richelieu.
Ale na Richelieu i znajdujące się po drodze wyspy Koh Bon i Koh Tachai wyruszymy w kolejnym odcinku!

Podoba Ci ten artykuł? Podziel się nim z innymi !