Gotowi na drugą część trasy po magicznym, podwodnym świecie kryjącym się w morzu Andamańskim, na zachodnim wybrzeżu Tajlandii? W poprzednim odcinku pisałam o Similanach i najciekawszych miejscach nurkowych, które tam są. Teraz popłyniemy nieco dalej na północ, w stronę Birmy. Czekają na nas manty, rekiny lamparcie i ryba ananas!
 
 
Wyspy na morzu Andamańskim
Zanim jednak udamy się w tę podróż po morzu Andamańskim chcę wyjaśnić, że Kon Bon, Koh Tachai i Richelieu nie wchodzą w skład Similanów. Dwie pierwszy wyspy należą co prawda do tego samego parku narodowego, jednak Richelieu, położone tuż przy granicy z Birmą to już park narodowy Surin. Równie piękny!
 
Koh oznacza po tajsku wyspę i dwa pierwsze miejsca, o których chcę napisać położone są faktycznie w pobliżu wysp, od których wzięły swoją nazwę. Od Similanów odróżnia je także budowa geologiczna, obie wyspy zbudowane są bowiem ze skał wapiennych. Układające się warstwami skały opadają pod powierzchnią wody tworząc dość ciekawy krajobraz. Znajdziemy tu przepiękne rafy, zarówno miękkie, jak i twarde koralowce i ogromną różnorodność podwodnego życia. Najbliżej Similanów, na północ znajduje się właśnie Koh Bon, nieco dalej znajdziemy Tachai, a jeszcze dalej, już praktycznie na wysokości Birmy Richelieu. To ostatnie miejsce położone jest na otwartym morzu i tylko w czasie, gdy poziom wód jest niski jedynie pokryte miękkimi, zielonymi algami czubki skał sterczą na powierzchni. To jedyne takie miejsce w okolicy, dookoła znajdziemy tylko piaszczyste, opadające coraz głębiej dno. Richelieu tkwi na nim jak klejnot, mieniąc się wszystkimi barwami tęczy i przyciągając wielkie i małe stworzenia. Ale po kolei!
 
Rafa koralowa w morzu Andamańskim
Koh Bon
Zostawiamy za sobą Similany, wyspy 8 i 9 pogwizdując wesoło pod nosem główny motyw z "Piratów z Karaibów" i udajemy się na północ. Z morza wystaje tam jedna wyspa, pokryta zieloną gęstwiną. Skały tworzą charakterystyczne okno, od którego wzięła swoją drugą nazwę "Koh Talu", a jeśli poziom wody jest wysoki to zobaczymy też charakterystyczny wodospad. To miejsce jest najbardziej znane ze względu na stacje czyszczące, do których wpadają tutaj manty. Nurkujemy tutaj w trzech różnych miejscach, na najpopularniejszym i właśnie ze spotkań z mantami słynącym West Ridge, na North Ridge, gdzie piaszczyste, głębsze rejony upodobały sobie rekiny lamparcie oraz na Hin Luang, podwodnej, pokrytej żółtymi koralowcami górze, która za każdym razem zapiera mi dech w piersiach. 

Rafa koralowa w morzu Andamańskim

W pierwszym z tych miejsc lubię odwiedzać znajdujące się na samym końcu niewielkie, fluoryzujące na czerwono anemony i mieszkające w szczelinie wielkie strzępiele. To tutaj też szukam z zapałem godnym lepszej sprawy czarnych, sporych ślimaków nagoskrzelnych, które żyją podobno wyłącznie na Malediwach… i Koh Bon. Szacunek dla emigrantów!
 
Północna część to łagodnie opadające zbocze pokryte rafą, twardymi koralowcami, które przechodzi w piaszczyste dno gdzieś na głębokości 30 metrów. Tutaj lubią odpoczywać rekiny lamparcie, prawdopodobnie największe lenie w rodzinie tych drapieżników.
 
Rekin w morzu Andamańskim

Na Hin Luang można w zasadzie napawać się piękną scenerią, tym bardziej jeśli uda nam się dostrzec tam przepływające manty. To głębokie miejsce nurkowe, szczyt góry znajduje się na 18 metrach, a strome zbocza opadają do 45 – 60 metrów. W głębszych częściach nierzadko widujemy rekiny, także rzadkie lamparcie i wielkie płaszczki, natomiast wśród skał lubią siedzieć szkaradnice – jak choćby brzydki, przypominający parchatą dynię Stefan. Uwielbiam Hin Luang! Tu na pożegnalnym rejsie duży rekin lamparci podpłynął obwąchać moje płetwy, a trzyosobowa rodzina orleni pływała dookoła przypatrując się ciekawie.

 Koh Tachai

To miejsce budzi we mnie uczucia ambiwalentne. Z jednej strony przyznam, że to moje ulubione miejsce nurkowe – trochę mroczne, z wielkimi głazami, które od razu przywiodły mi na myśl literaturę grozy (Lovecrafta i Wielkich Przedwiecznych, a jakże). Jeśli warunki panujące pod wodą są dobre, to Tachai (słynna "Kopuła") nie ma sobie równych chyba w całym morzu Andamańskim. Odbywające się tutaj o świcie i zmierzchu sceny polowań zapierają dech w piersiach i każą oderwać wzrok od dna i trzymać utkwiony w błękitnej przestrzeni. Ogromne trewale, strzępiele, tuńczyki, i ławice drobnych ryb mieszają się jak w niezwykłym tańcu, a jeśli dopisuje nam szczęście, to nad kopułą potrafi przepłynąć majestatyczna manta. Tu widywałam największe manty, o niemal 6 metrowej rozpiętości skrzydeł i tutaj miałam przyjemność zdejmować z jednego z tych wspaniałych zwierząt sieci rybackie i wbity blisko oka hak.

Manta w morzu Andamańskim

Manta, która liczy na pomoc nurków podpływa bardzo blisko i zwalnia, dając nam szansę na reakcje. To szalenie inteligentne ryby, które jako jedyne zdały test lustra – potrafiąc się w nim rozpoznać. Ja dodam tylko, że rozpoznają nie tylko siebie, ale także nurków – na Koh Bon miałam jedną zaprzyjaźnioną, która lubiła krążyć wokół mnie na przystanku bezpieczeństwa. Mają różne charaktery i upodobania – niektóre lubią łaskotki wywoływane przez wydychane przez nurków powietrze, inne będą tego jak ognia unikać.
 
Manta w morzu Andamańskim
Tutaj trafiamy też na wiele unikatowych gatunków ślimaków nagoskrzelnych, w głębszych rejonach na rekiny i duże płaszczki, a na płytkiej, gładkiej skale kopuły od niedawna zamieszkała ćma morska. Niewielkie zwierzątko, które moim zdaniem przypomina małego smoka budzi emocje ze względu na rzadkość występowania i niemały trud, który włożyć należy w odszukanie jej.

Richelieu Rock

Zawsze kiedy wskakiwałam do wody na Richelieu w moje głowie rozbrzmiewała "Miss Sarajevo" zagrana przez U2 i Luciano Pavarottiego. To prawdziwa miss wśród wszystkich raf! trochę dzika, nieokrzesana, naturalna w swoje bujnej urodzie.

Rafa koralowa w morzu Andamańskim

Urzekła  samego Jacquesa Cousteau, który uznał ją za jedno z 10 najlepszych miejsc nurkowych na świecie. Krótko mówiąc – musisz zobaczyć! Bywa kapryśne i nie raz narzekałam tam na zmienną widoczność, od doskonałej po paskudny i zimny, zielony bełt z głębin oraz silne i trudne do przewidzenia prądy. Richelieu potrafi zachwycić, ale potrafi też zniechęcić i solidnie wymęczyć. Przede wszystkim, jest to miejsce, po którym poruszać się należy maksymalnie wolno i z jak największą uwagą.

Rafa koralowa w morzu Andamańskim

Na metrze kwadratowym możemy tu znaleźć kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt różnych stworzeń. Od wielu gatunków muren, po ośmiornice, mątwy, skorpeny, szkaradnice, frogfishe i niezliczone ilości ryb, krewetek i krabów i ślimaków. Tu jest wszytko, upchane przez matkę naturę bez zachowania umiaru i sensu. W toni pływają ławice ryb, od drobnicy po wielkie barakudy, które o zmierzchu zaczynają polować. Przy odrobinie szczęścia to właśnie tutaj trafimy na rekina wielorybiego, czyi największą z ryb!
 
Rafa koralowa w morzu Andamańskim

Moje serce podbijają tu drobne, trudne do zauważenia zwierzątka, od malutkich skorpen przypominających oburzone kamienie, koniki morskie, po iglicznie i oczywiście absurdalnie śmieszną rybę  – ananas.

Matka natura miała fantazję!

 

Podoba Ci ten artykuł? Podziel się nim z innymi !